| Greenpoint (nie)jest wielki na wieki |
| Wpisany przez Administrator |
| Niedziela, 25 Styczeń 2009 23:57 |
Pamiętam jak dziś,a było to gdzieś z 7,8 lat temu w nocnym klubie Exit na Greenpoincie. Zawitał do nas ,po raz kolejny ,zespół Kazika Staszewskiego (już nawet nie pamiętam czy to był Kult czy Knz). Koncert, jak zwykle bajka, ale co naprawdę przykuło uwagę mnie i moim kolegom, była puszczona przed i jeszcze raz po koncercie piosenka. Piosenka, ot zwykłą piosenka- powiecie!? No właśnie przecież nikt nie znał nazwy, tytułu, tylko słowa które w tym czasie spowodowały u nas jakoby nie małe mózgowe trzęsienie ziemi. Zatem poszliśmy w tany i śmiem podejrzewać ze każdy by poszedł razem z nami, ale reszta sali chyba zbytnio nie zdawała sobie sprawy z ogromu slow tej piosenki w której refren przeciskał się przez tłumy rozgadanych i oczekujących na występ Kazika koncertowiczów. Kiedy grała piosenka i padały słowa "Greenpoint Greenpoint jest wielki na wieki" , poczułem się z lekka dumny, ze ktoś taki jak Kazik napisał piosenkę o nas, o ludziach z Greenpointu ,Maspeth'u i oddalonego o jakieś 800 mil Jackowa. I wtedy zaczęła się furora, przynajmniej ja i moi kumple to w taki sposób odczuliśmy, uczyliśmy się słów piosenki i puszczaliśmy piosenkę przy każdej okazji. Odebraliśmy to za hymn naszej młodej Greenpoinckiej rzeczywistości. Czuło się jakąś taka przynależność, było to huczne lecz nie trwało to długo. Dlaczego, zapytacie?! A no dlatego ze....niestety, Greenpoint nie jest już tym samym miejscem o którym śpiewał Kazik z zespołem El Dupa. Wtedy Greenpoint był jeszcze miejscem swojskim,takim naszym polskim eldorado. Można było ustawiać zegarki do przejeżdżających co 2 minuty samochodów z których ulatniało się techno i polskie disco polo. Można było spotkać znajomych na słynnym Manhattan Ave. i pogadać o pracy, dolarach i ponarzekać o stosunkach miedzy Polakami. Można było dostać w mordę od niejakich (czytaj:śmiesznych) polskich skinów za koszulkę zespołu o którym nie mieli ''łysego'' pojęcia. A gdy wszyscy po ciężkim tygodniu pracy mieli tej całej Ameryki dość, z pomocą przychodził nocny klub Europa i Exit. Dwa rywalizujące ze sobą kluby w których Polonia zapominała o całym tygodniu ciężkiej niewolniczej pracy. Czasami, ale to tylko czasami zapominali z której części Polski pochodzili, co było często i gęsto powodem do bojek, pomijając już inne częstotliwe powody do zgrzytów. I tak oto się toczyło życie zwykłych polskich imigrantów. Można by powiedzieć ze było swojsko, goło i wesoło. Jeszcze wtedy Greenpoint nie był miejscem kilku dolarowej kawy ze Starbucksa ani miejscem do którego chętnie przyjeżdżali 'autsajderzy" z "village".Nie było miejscem tylu banków(aż 9 pomiędzy Norman i Greenpoint Ave), bo nie było takiej potrzeby. Nie było tylu kafejek pubów i obskurnych sklepików. Co wcale nie oznacza ze ich nie było, ależ były, tylko takie nasze, słodkie i miłe. I było to takie oczywiste że to nigdy nie minie, ten nasz polonijny słodki kicz. Ale niestety nastały ciężkie czasy, ceny na Greenpoincie wywindowały tak w górę że połowa naszych „braci i sióstr” musiała przenieść się w inne rejony. Polacy – ci co byli nielegalnie (oczywiście nie wszyscy) zaczęli pomału decydować się na powrót do Europy gdy nasz kraj z „ucieranymi” butami wszedł do Unij Europejskiej. Reszta nie zastanawiając się długo też zaczęła opuszczać Greenpoinckie progi, przenosząc się to na Maspeth, Ridgewood, dolny Brooklyn, a ci bardziej chojraccy nawet poza Nowy Jork. Ale przecież nic nie możne wiecznie trwać, nawet słowa piosenki które napisał Kazik nie są już tak aktualne jak wtedy gdy pierwszy raz je usłyszałem. Teraz w klubie „Europa” organizuje się koncerty dla „ludzi z Bedfordu" bo można zrobić na nich niezła kasę(nawet logo zmienili na bardziej „artystyczne”). Ulice Greenpointu wyglądają teraz jak uliczki słynnego Hogwartu, gdzie każdy wygląda jak Harry Potter na „haju". Kafejki, restauracje, puby, teraz przyciągają nie zmęczonych Polaków (chociaż i tacy się znajda) ale ludzi którym do życia wystarczy gorący kubek kawy, książka, laptop i dwa słowa którymi się miedzy sobą posługują „cool" i „awesome". Niestety w taki to oto sposób dla wielu Greenpoint stracił swój urok (oczywiście są i byli tacy dla których Greenpoint nigdy nie miał uroku), ale według mnie, bo może dlatego ze wciąż chce się łudzić Greenpoint jest wielki ale niestety.............już nie na wieki.
Marcin |
| Ostatnio zmodyfikowano Poniedziałek, 26 Styczeń 2009 03:32 |



